24 czerwca 2020

Homo adopcje


Ostatnio toczy się dosyć ożywiona dyskusja na temat ewentualnego
prawa do adopcji dla par homoseksualnych. Większość dyskutantów jest na nie. Przyznam, że w zasadzie nie znalazłam u nikogo przekonującego  uzasadnienia. Dominuje religijna ideologia. 


Często powtarzany jest argument, że para jednopłciowa własnego dziecka się nie dorobi. Święta racja. Podobnie, jak para owdowiałych starszych ludzi, którzy zawierają powtórne małżeństwo albo bezpłodna para hetero.
Tak naprawdę homo, którzy prowadzą jawne wspólne życie z partnerem tej samej płci, to bardzo nieliczna grupa. Ze względu na strach przed ostracyzmem wielu z nich ukrywa się za zasłoną sformalizowanego związku hetero.
Wyobraźcie sobie młodego geja, który zewsząd atakowany jest  homofonicznymi wypowiedziami i zachowaniami, także na gruncie własnej rodziny. Czy odważy się powiedzieć: "Mamo, tato, oto ON.  Kochamy się i właśnie się zaręczyliśmy. Zapraszamy na ślub."  
Lesbijki mają jeszcze gorzej. Cała rodzina naciska, kiedy ona wreszcie ułoży sobie życie, czyli wyjdzie za mąż i urodzi dzieci. Mama i tata rozmarzają się na myśl o zięciu i wnukach. 
Tak więc, i geje i lesbijki mają dzieci. Jest ich więcej niż przypuszczacie.
Po ujawnieniu istnienia kogoś na boku (tej samej płci co zdradzający) zszokowany współmałżonek z reguły rozwodzi się. Nie zawsze na rozprawie rozwodowej ujawnia odkrytą ileś lat po ślubie orientację drugiej połowy. Tu też działa mechanizm strachu, nieraz motywem jest chęć ochrony dzieci przed wytykaniem palcami.
Gej czy lesbijka mogą też owdowieć. Ich dziecko zyskuje ciocię albo wujka bardzo z domem zaprzyjaźnionych.
Sądzę, że wrogość wobec homo ma podłoże religijne. Religia kładzie nacisk na prokreacyjną funkcję seksu. Seks homo oczywiście tej funkcji nie spełnia. Stąd teza o "nieprzydatności" osób homo dla społeczeństwa.
Przypisywana im z automatu skłonność do wykrzywianie dziecięcej psychiki oburza "normalnych", nawet takich, którzy swoje dzieci tłuką czy molestują a z wypłatą, zamiast do sklepu z obuwiem dziecięcym czy artykułami szkolnymi, biegną do najbliższej knajpy. Homo stanowią więc świetne czarne tło, na którym "normalność" świetnie się prezentuje a ego ulega zdecydowanej poprawie.
Wszyscy prawie dyskutanci podają jako powód swojej niechęci dbałość o dobro dziecka.
Proponuję przyjrzeć się z bliska owemu aspektowi.
Zacznę może od przypomnienia, że wśród nas jest wiele samotnych matek czy ojców, którzy doskonale radzą sobie z wychowaniem dzieci i wcale nie wychowują ich na skrzywione psychicznie osobniki. Wśród nich też są osoby homo. Jak już wspomniałam,  także w pełnych rodzinach funkcjonują homoseksualiści.
Chyba nie do końca chcemy przyjąć do wiadomości, że homoseksualizm jest wrodzony nie nabyty. Dlatego rodzic hetero, nawet skrajny homofob, nie "wykorzeni" homoseksualizmu ze swojego dziecka. I na odwrót.
Ale chodzi o możliwość adopcji, czyli mowa o dzieciach, które tłoczą się w tak zwanych „domach dziecka”. Domy te zasługują na swoją nazwę tylko ze względów architektonicznych. Z piekła, w jakim żyją podopieczni, nieraz spadnie na nas jakiś drobny odprysk. Czasem ktoś przekaże dziennikarzom nagraną komórką scenę jak z koszmaru – na przykład  rzucanie małymi dziećmi o ścianę przez starszych kolegów . Albo dziecko trafi do szpitala zgwałcone czy tak skatowane, że nie sposób już tego dłużej ukrywać.
Jednak w powszechnym mniemaniu te dzieci mniej są narażone na patologie niż dzieci wychowywane przez pary homo.
Pamiętajcie, wylewając łzy, gdy TV pokaże taki horror, że to tylko czubek góry lodowej, który przypadkiem wychylił się na powierzchnię.
I teraz zastanówmy się, czy dzieci z domów dziecka, gdyby miały wybór, nie wolałyby mieszkać z opiekunami, wprawdzie jednopłciowymi, ale nie głodzącymi, nie katującymi, nie molestującymi, a może nawet kochającymi.
NIGDY nie słyszałam od osób ochoczo moralizujących w kwestii homo adopcji, by konfrontowały swoje poglądy z opiniami byłych lub aktualnych  mieszkańców domów dziecka.
Jak wiadomo, dzieci i ryby głosu nie mają. Tak mówi przysłowie. A przysłowia to przecież mądrość narodu.


Alicja Minicka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza