19 lipca 2018

Casus Katarzyny Bondy czyli blaski i cienie marketingu


Sława Katarzyny Bondy zaczęła się w roku 2014, gdy ukazał się "Pochłaniacz", pierwsza część Tetralogii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej". Tymczasem pisarka debiutowała już siedem lat wcześniej powieścią "Sprawa Niny Frank", nominowaną do Nagrody Wielkiego Kalibru. 




Przyczyna jest prosta - "Pochłaniaczowi"  zapewniono promocję na skalę niespotykaną w polskich warunkach. Niespotykaną, bo bardzo kosztowną. To była dawka uderzeniowa. Katarzyna Bonda ukazywała się w najpopularniejszych programach telewizyjnych, udzielała dziesiątki wywiadów. Do tego słynny blurb o Królowej Kryminału, firmowany nazwiskiem samego Zygmunta Miłoszewskiego.


Jak już kiedyś pisałam, reklama odwołuje się do pospolitej ludzkiej cechy - snobizmu. Generuje modę. Wiele osób chwyciło przynętę w postaci nośnego, aczkolwiek dosyć już wyświechtanego hasła o lekturze dla czytelników "wyrafinowanych, wyrobionych, wymagających, etc".
Firmy, które zajmują się reklamą profesjonalnie, wiedzą, że obowiązuje żelazna zasada - zmienność. Nawet najbardziej błyskotliwe marketingowe formuły prędzej czy później się zużywają a ich oddziaływanie słabnie. Widać to na stronie Lubimy Czytać, chyba najpopularniejszym serwisie dla miłośników książek. Liczba zainteresowanych Tetralogią, chociaż bardzo wysoka, wyraźnie spadała wraz z kolejnymi tomami.
Ostatnio pisarka została ewidentnie zdetronizowana przez Paulinę Świst, której promocja, zgodnie ze wspomnianą wyżej regułą,  poszła w kierunku zupełnie przeciwnym. Znakiem firmowym Katarzyny Bondy jest otwartość, w przypadku Pauliny Świst głównym elementem stała się tajemnica - nie wiadomo, jak naprawdę nazywa się ta Autorka, jak wygląda, a w sieci pełno jest na jej temat spekulacji.
Gdy mija reklamowe oszołomienie, ostaje się to, co najistotniejsze - prawdziwe czytelnicze upodobania. Katarzyna Bonda dorobiła się licznego grona fanów, których już nie trzeba do jej książek zachęcać.

Trudno jest przewidzieć wszystkie skutki kampanii reklamowej, zwłaszcza zakrojonej na tak szeroką skalę. Niektóre bywają niezbyt miłe. Część z nich jest efektem dwóch poważnych błędów - przecenienia siły reklamy i zlekceważenia czytelników. Żadne, nawet najbardziej wymyślne marketingowe narzędzie nie jest w stanie "urobić" na długo potencjalnego odbiorcy.

Alicja Minicka




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza