16 lutego 2021

Groteskowy polski konserwatyzm

 

Konserwatyzm [łac. conservatus ‘zachowany’] - postawa, którą charakteryzuje przywiązanie do istniejącego, zakorzenionego w tradycji stanu rzeczy (wartości, obyczajów, praw, ustroju politycznego itp.) oraz niechętny stosunek do gwałtownych zmian i nowości.

(Źródło: Encyklopedia PWN)

 

Przyznam, że ja też nie jestem, zwolennikiem „gwałtownych zmian”. Uważam, że zmiany, o ile mają pozostać na dłużej, muszą być efektem swoistej ewolucji. Społeczeństwo zmienia się nie pod wpływem ideologii, ale w wyniku postępu naukowo-technicznego i coraz wyższego poziomu wiedzy.

Ideologie (również te o religijnym podłożu) mają za zadanie uzasadnić, wzmocnić i utrzymać uprzywilejowaną pozycję określonej grupy społecznej. Chrześcijaństwo  sprawdziło się w tej roli w okresie średniowiecza - cesarz Konstantyn przekuł je w skuteczną polityczną  doktrynę. Modyfikowano ją wielokrotnie, dostosowując do zmieniających się realiów. Wystarczy prześledzić historię soborów (pierwszy odbył się już w 325 roku), by się przekonać, ile warta jest teza o niezmiennej od dwóch tysiącleci tak zwanej „nauce Kościoła”.

Obecnie rola byłego najpotężniejszego feudała jest zmarginalizowana a Watykan zmaga się z problemami finansowymi, korupcją i skandalami. Przysłowiowy kolos na glinianych nogach.

Jak już pisałam w poprzednim felietonie, niektórym miło jest słyszeć z ambon o „moralnej lepszości” katolików. Dlatego Kościół - zmurszała i głęboko zdemoralizowana instytucja – nadal cieszy się spolegliwością części społeczeństwa. Na szczęście ta tendencja jest w odwrocie. 


 Polski konserwatyzm opiera się na agresywnym i populistycznym klerykalizmie.  Ksenofobią, zaściankowością i karykaturalnym dogmatyzmem zniechęca do siebie przede wszystkim młodych, zapewne dlatego nasza młodzież laicyzuje się najszybciej na świecie.

Konserwatyści wmawiają sobie  i innym, że Kościół należy postrzegać jako jedynego depozytariusza zasad moralnych.

 Moralność – w ujęciu ogólnym, w oderwaniu od jakiejkolwiek ideologii – oznacza przestrzeganie zasad, które służą przetrwaniu określonej społeczności.  

Te zasady nie wynikały z żadnej religii, nawet tych o wiele starszych niż chrześcijaństwo. Moralność związana jest ze społeczną naturą człowieka, bo już nasi  przodkowie (także zwierzęcy) żyli we wspólnotach. Reguły w nich obowiązujące niwelują potencjalne skutki konfliktu interesów – interesu jednostki i interesu całej społeczności.

Chrześcijański rozdział w historii Europy był równie krwawy jak i poprzednie. Wyznaczenie chrześcijaństwu szczególnej roli w kształtowaniu oblicza naszego kontynentu dowodzi jedynie nikłej wiedzy historycznej.


Polscy konserwatyści kurczowo trzymają się Kościoła  i katolickiej ideologii, bo uważają, że znajdą się dzięki temu na uprzywilejowanej pozycji w wyścigu po władzę. Nie widzą, że społeczeństwo się zmienia i coraz bardziej krytycznie ocenia sojusz tronu z ołtarzem, zwłaszcza po niedopuszczalnych dla cywilizowanego człowieka wypowiedziach niektórych hierarchów.

Rozwój i postęp zawdzięczamy tym,  którzy nie boją się zmian, dążą do poznania  i zrozumienia, nie zamykając się w ciasnym świecie dogmatów.

Gdyby cała ludzkość była konserwatywna, pewnie byśmy do tej pory siedzieli na drzewie.

 

 

Alicja Minicka

1 lutego 2021

Wyrok Trybunału i Strajk kobiet – festiwal hipokryzji

 

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego to realizacja zamówienia politycznego. Rządzący cynicznie liczyli na to, że obywatele, sparaliżowani strachem przed wirusem, nie wyjdą na ulice. Kościół Katolicki traci społeczne poparcie i spełnienie jego żądań odnośnie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej koliduje z oczekiwaniami coraz bardziej liberalnego społeczeństwa. Temat aborcji jest przysłowiowym gorącym kartoflem, którego PiS miał nadzieję wreszcie się pozbyć. 


 

Protest społeczny w istocie dotyczy nie samego wyroku a momentu, w jakim został wydany. Epidemia utrudniła dostęp do aborcyjnego podziemia i prawdopodobnie spowodowała wzrost cen nielegalnych zabiegów. Na tym polega barbarzyństwo takich uregulowań – uderzają przede wszystkim w najbiedniejszych.

Ustawa antyaborcyjna jest tylko  etykietą dla realnej, chociaż niepisanej, umowy między społeczeństwem a rządzącymi i Kościołem. Strony udają, że traktują zakaz poważnie i wierzą w jego skuteczność. Hipokryzja polityków jest pochodną hipokryzji społeczeństwa. 


 

Tymczasem jedynym celem tej ustawy jest zaznaczenie dominacji Kościoła Katolickiego w kwestiach światopoglądowych.

Wyrok Trybunału był przekroczeniem nieoficjalnie ustalonych granic. Aborcja na życzenie – oczywiście nielegalna - jest  możliwa, Kościół i spolegliwi wobec niego ustawodawcy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Terminacja ciąży, gdy płód ma wady letalne, wymaga pobytu w szpitalu i zdania się na łaskę i niełaskę szpitalnych lekarzy.

Wzburzenie społeczne pogłębił jeszcze jawnie demonstrowany entuzjazm Episkopatu i ruchów pro-life. Rozpromieniona Kaja Godek od razu zapowiedziała walkę o przymus rodzenia dzieci z gwałtu.

Po transformacji w 1989 roku społeczeństwo wręcz kibicowało rosnącej władzy Kościoła i jego wpływowi na prawo stanowione dla wszystkich obywateli.

W ostatnich latach niewiele się zmieniło. Reakcja na pedofilskie afery była raczej znikoma a skandaliczne zachowania hierarchów przechodzą bez większego echa. Coraz częściej do głosu dochodzą prawicowi fundamentaliści, którzy bezkarnie  pozwalają sobie na tępy protekcjonalizm i obelżywe wypowiedzi odnośnie kobiet.             

W demokracji klerykalizacja jest patologią. Chyba nikt nie chce, byśmy obudzili się w państwie wyznaniowym.

Naiwna wiara w moralną lepszość, jaką oferuje Kościół Katolicki może i jest remedium na narodowe kompleksy, ale utrata prawa do samostanowienia to koszt zbyt wysoki.

Krytyka Kościoła i jego urzędników nie jest niczym nowym, nawet w Polsce. Jeżeli ktoś nie wierzy, polecam lekturę „Monachomachii” Ignacego Krasickiego.

 

Alicja Minicka

20 stycznia 2021

Polski Al Capone

 

Polski Al Capone

Czy możliwe jest powstanie dobrego polskiego serialu kryminalnego?

Jest ich ostatnio całe zatrzęsienie, co rusz pojawiają się nowe. Gorzej z jakością. Oczywiście, to zawsze rzecz gustu. Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że kiedyś twórcy bardziej się przykładali.

Na pewno bez dobrego scenariusza nie powstanie dobry film. I nie trzeba wcale fantazjować. W przypadku kryminału można sięgnąć do bogatej skarbnicy, jaką są pitavale. Prawdziwe historie (nie tylko kryminalne), z życia wzięte, są niejednokrotnie bardziej fascynujące niż te wymyślone.

------------------------------------------------------------------------------------

Kalisz w latach trzydziestych ubiegłego stulecia po wojennej pożodze szybko dźwigał się z ruin. Odbudowano, między innymi, fabrykę fortepianów A. Fibigera, Kaliską Manufakturę Pluszu i Aksamitu oraz wiele zakładów rzemieślniczych. Ale miasto miało i inne oblicze. Ukryte za fasadami eleganckich kamienic, ze slumsami i suterenami.

W takim miejscu w roku 1890 urodził się Józef Pachołek. Od młodości popadał w konflikty z prawem. Drobne kradzieże, rozboje. Poszukiwany przez policję, uciekł do Belgii, gdzie zaciągnął się na statek handlowy, jako pomocnik palacza. Pływał kilka lat po wielu morzach, opanowując w tym czasie sześć języków. Biegle władał angielskim, francuskim, rosyjskim, czeskim, niemieckim i serbskim.

Za zarobione pieniądze, pod przybranym nazwiskiem John Guru, otworzył w Chicago zakład fryzjerski. Ale interes szedł kiepsko, więc Józef vel John szybko nawiązał kontakt ze światem przestępczym. Pracował dla handlarzy żywym towarem i przemytników alkoholu. Wtedy zetknął się ze słynnym mafijnym bossem Alem Capone.

Były to czasy prohibicji i przemyt alkoholu stanowił istną żyłę złota. Jednocześnie było to bardzo niebezpieczne zajęcie, związane z podwójnym zagrożeniem. Z jednej strony depcząca po piętach policja, z drugiej bezwzględna konkurencja.

Pachołkowi, dzięki inteligencji i sprytowi, kilkakrotnie udało się uniknąć wpadki. Ale wiosną 1930 roku znalazł się za kratkami. Wyszedł na wolność dzięki łapówkom.

Opuścił Stany i powrócił do rodzinnego Kalisza. Próbował żyć uczciwie, otworzył sklep. Jednak po plajcie powrócił na drogę przestępstwa. Korzystając z amerykańskich doświadczeń, wraz z bratem i przyjacielem utworzył gang.

Wyspecjalizował się w rozbojach. Napadał na kaliskie sklepy i miejscowych kupców. Członkowie gangu nie wahali się używać broni palnej. Ranili kilka osób, w tym posterunkowego, zabili duchownego i funkcjonariusza Straży Granicznej.

Kaliska Policja od jakiegoś czasu wiedziała, że ma do czynienia ze zorganizowana grupą przestępczą. Z pomocą przyszli funkcjonariusze z II Okręgu Policji Państwowej w Łodzi. 


Podczas jednej z obław otoczono gang Józefa Pachołka. Bandyci poddali się.

W czerwcu 1932 roku sąd wydał wyrok. Józef Pachołek otrzymał karę śmierci. Dwaj pozostali karę dożywotniego więzienia.

Wyrok wykonano 14 czerwca 1932 roku w kaliskim zakładzie karnym.

------------------------------------------------------------------------------------

Uważam, że na kanwie losów Józefa Pachołka mógłby powstać świetny serial kryminalny.

Zdolnych scenarzystów, reżyserów i znakomitych aktorów na pewno nam nie brakuje.

W polskich twórcach tkwi ogromny potencjał. Już nieraz to udowodnili. Wystarczy panoszące się nepotyzm i kumoterstwo zastąpić zdrową konkurencją i przyjąć wskaźnik oglądalności, jako podstawowy wyznacznik oceny filmowego dzieła.

Bo polski widz nie jest ani głupi ani pozbawiony gustu. Na pewno ma go więcej niż ci, którzy za niego decydują.

 

Alicja Minicka

26 listopada 2020

Pedofilia i mydlenie oczu (październik 2013)

 Felieton sprzed kilku lat. Niestety, nadal aktualny.


Sporo ostatnio w polskich mediach o pedofilii w Kościele. Kiedyś temat tabu, dzisiaj zalew tego typu informacji. Jakby pękła jakaś tama.

Przyznam, że niepokoi mnie stosowana przez Kościół retoryka.

Prymas Polski arcybiskup Józef Kowalczyk wypowiedział się na ten temat w radiowej Jedynce:

„Duchowni, którym udowodni się pedofilię, będą musieli odejść do stanu świeckiego i poddać się terapii.”

Nie za bardzo interesuje mnie czy duchowny odejdzie do stanu świeckiego i podda się terapii. Każdym pedofilem powinien z automatu zająć się prokurator i sąd. Osobnemu trybowi postępowania wobec kogokolwiek mówię stanowcze „NIE”.

„Nie można traktować Kościoła jako wylęgarni i siedliska pedofilów.”

Racja. Nie można robić wielu rzeczy. Na przykład tworzyć krzywdzących stereotypów a chyba na takowy się zanosi. No cóż, Kościół dostanie po prostu kamieniem, jakim sam ochoczo i bezkarnie ciskał. Może warto Panu Prymasowi przypomnieć o wypowiedziach odnośnie ateistów czy feministek?

Arcybiskup najwidoczniej nie uświadamia sobie, że najmniej chodzi w tej sprawie o wizerunek Kościoła. Na pierwszym miejscu jest bezpieczeństwo dzieci i pomoc dla ofiar zwyrodnialców. 


„Konferencja Episkopatu przeprosiła za przypadki pedofilii, których dopuścili się duchowni. To sprawcy takich czynów powinni za nie przepraszać. Kościół może jedynie przeprosić za zgorszenie, do którego doszło.”

„Zgorszenie”! Piękny eufemizm na określenie przestępstwa uważanego w cywilizowanym świecie za jedno z najohydniejszych.

Zgadza się, że Kościół nie powinien odpowiadać za czyny dokonywane przez swoich urzędników. I nikt tego nie oczekuje.

W prymitywny i nieuczciwy sposób odwraca się uwagę od istoty problemu. Chodzi o odpowiedzialność za wieloletnie, instytucjonalne TUSZOWANIE PEDOFILII. W efekcie sprawcy pozostawali bezkarni, wielokrotnie zwiększona została ilość ofiar, w dodatku pozostawianych bez jakiejkolwiek pomocy. Dochodziło też do wtórnej wiktymizacji na skutek ostracyzmu, z jakim spotykały się ofiary i ich rodziny, gdy próbowały dochodzić sprawiedliwości.

Dla wielu Polaków szczególnie trudną kwestią jest rola, jaką w tym temacie pełnił Jan Paweł 2. Ale i z tym trzeba się zmierzyć bez chowania głowy w piasek.

Tak na marginesie, nie zazdroszczę papieżowi Franciszkowi, bo watykańskiej stajni Augiasza nie dałby rady uprzątnąć nawet sam Herkules.

 

 

Alicja Minicka