8 września 2018

"XERION - fragment kryminału SF


Otworzyła oczy. Ekran wygasł, w pomieszczeniu panowała cisza.
- Podaj aktualne dane – poleciła, podnosząc się z kanapy.
- Statek zszedł z orbity. Grawitacja aktywowana. Do celu pozostały dwie godziny.
Oznaczało to, że można zwiedzić prom.
W korytarzu skręciła w lewo. Zatrzymała się, by spojrzeć na umieszczony na ścianie schemat. Gigantyczny rdzeń mieścił trzydzieści apartamentów. 
Dobiegł ją gwar licznych głosów. Przeszła przez rozsunięte drzwi i rozejrzała się z zaciekawieniem. W ogromnym pomieszczeniu znajdowało się kilkadziesiąt osób, w większości ubranych w proste, wygodne kombinezony. Niektórzy jedli kostki granulatowe wzięte z wbudowanych w ściany podajników. Nad głowami pasażerów poruszały się setki podobnych do świetlików małych lampek, emitujących łagodne różnobarwne światło.  W głębi sali zobaczyła półkolisty bar, wokół którego przytwierdzono do podłogi mnóstwo siedzisk z oparciem. Zajęła miejsce, a krzesło, lekko wibrując, natychmiast dostosowało do niej swoją wysokość.  Przez całą długość barowego blatu ciągnęły się sensorowe wyświetlacze. 


- Wiedziałem, że cię tu znajdę - usłyszała za plecami głos Iana. Usiadł obok niej.
- Dobrze, że jesteś – rozpromieniła się. – Przy barze dobrze się rozmawia.
- Tylko oferta nieciekawa – odparł smętnie. – Nie pogniewałbym się na odrobinę irlandzkiej whisky.

30 lipca 2018

Alicja wierszokletką - czyli śmiech to zdrowie



Jedyny w moim dorobku wiersz. Popełniony kilka lat temu. Bardzo realistyczny, bo opisuje prawdziwe twórcze męki, których nie zwieńczył  sukces. 



Dedykuję go wszystkim poetom.  Poczytajcie, pośmiejcie się, kochani. Ale później chwila refleksji. Doceńcie talent, który los dał Wam w darze. Piszecie wiersze, które innych zachwycają i wzruszają. Pomyślcie o tych, którzy też by tak chcieli a nie potrafią.


Wierszyk skomponować chciałam

By Was na kolana rzucić
Ale wena dyla dała
Zwiała, nie zamierza wrócić

Pustka, głucha cisza w głowie
Żaden pomysł w nią nie stuka
Jakiś ptaszek czy sitowie
Gdzie ta wena, do kaduka?!

Znowu kulka papierowa
Spadnie w innych kulek odmęt
A ja siedzę jak ta sowa
Włos zjeżony, w oczach obłęd

I tak od samego ranka
Z rymem biorę się za bary
A niech diabli tę poezję!
Chyba pójdę umyć gary.



Alicja Minicka



19 lipca 2018

Casus Katarzyny Bondy czyli blaski i cienie marketingu


Sława Katarzyny Bondy zaczęła się w roku 2014, gdy ukazał się "Pochłaniacz", pierwsza część Tetralogii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej". Tymczasem pisarka debiutowała już siedem lat wcześniej powieścią "Sprawa Niny Frank", nominowaną do Nagrody Wielkiego Kalibru. 




Przyczyna jest prosta - "Pochłaniaczowi"  zapewniono promocję na skalę niespotykaną w polskich warunkach. Niespotykaną, bo bardzo kosztowną. To była dawka uderzeniowa. Katarzyna Bonda ukazywała się w najpopularniejszych programach telewizyjnych, udzielała dziesiątki wywiadów. Do tego słynny blurb o Królowej Kryminału, firmowany nazwiskiem samego Zygmunta Miłoszewskiego.

27 maja 2018

Mexica


Ojczyzną konia jest Ameryka. Dzięki przesmykowi, zalanemu później przez morze, zwierzęta te zawędrowały do Azji i Europy. U schyłku ostatniej epoki lodowcowej z nieznanych przyczyn wyginęła spora część amerykańskiej fauny. Jedna z hipotez mówi o kataklizmie. A gdyby miał on miejsce nie w Ameryce a w Eurazji…



Uderzeniem długiego obsydianowego noża Tenoch otworzył pierś leżącego na ofiarnym kamieniu wojownika, jednym wprawnym ruchem wyciął serce i ciągle pulsujące wrzucił do kamiennej misy.
Przyprowadzono następnego jeńca, który nawet nie starał się ukryć przerażenia. Tuż przy ołtarzu wyrwał się sługom kapłana. Jak oszalałe zwierzę, rzucił się na oślep w stronę, gdzie stał tron Itzcoatla w otoczeniu przybocznej straży. Momentalnie kilka oszczepów ze świstem wbiło się w ciało uciekiniera. Jeden przeszył na wylot szyję. Jeniec bezwładnie opadł na kolana i charcząc zwalił się na ziemię.

20 maja 2018

"Morderstwo w Miłowie" - fragment


Siedzieli w znacznym oddaleniu od ulicy Głogowskiej, dosyć o tej porze ruchliwej. Gwar rozmów i śmiechy kawiarnianych gości niemal zagłuszały zgrzytliwy odgłos przejeżdżających tramwajów, turkot dorożek i metaliczny odgłos uderzających o bruk końskich kopyt. Czasem przedarł się ostry dźwięk klaksonu.
Sam uświadomiła sobie, że prawie nie słychać tu świergotu ptaków. Przyzwyczaiła się do niego w Miłowie. Towarzyszył jej, gdy tylko wyszła ma werandę.
Janusz doszedł do wniosku, że siostrzenica bardzo się ostatnio zmieniła. Wydawała się dojrzalsza. Niewiele zostało już w niej z żywiołowej i trzpiotowatej dziewczyny. Nie było w tym nic dziwnego. Trudno, aby tragiczne wydarzenia nie zostawiły śladu u tak wrażliwej osoby.
Ale dostrzegł jeszcze inne zmiany. Barwa seledynowej sukni z krepdeszynu doskonale
współgrała z kolorem włosów, które lśniącą falą wymykały się spod ronda jasnego kapelusza. Zauważył, że siedzący przy sąsiednim stoliku dwaj młodzieńcy co chwila rzucali w jej kierunku ukradkowe spojrzenia.