2 czerwca 2020

"Bestia" - fragment retro kryminału




Łukasz rozsunął ciężkie ciemnozielone story i wyjrzał przez zakratowane okno. Usiadł za biurkiem, na którym oprócz lampy i telefonu leżało tylko opatrzone pieczęciami pismo.
Jego wzrok powędrował ku mapie, wiszącej na pokrytej wyblakłą tapetą ścianie. Wyprostował się w krześle, gdy usłyszał kroki na korytarzu.
Wszedł aspirant Nużyński.
- Masz coś?
- Tak jest, panie komisarzu.
- Siadaj i mów.
- Akta obyczajówki - Nużyński podał Darskiemu teczkę. - Figuruje w ich kartotece.
- Prostytucja? - zdziwił się komisarz.
- Już w zeszłym roku dostała żółtą książeczkę. Była też aresztowana za włóczęgostwo i żebractwo. Czasami pomieszkiwała w barakach na Śródce.
Łukasz znał to miejsce. Był tam wiosną, gdy prowadził śledztwo w sprawie serii napadów rabunkowych. Barakami nazywano niskie drewniane szopy, uszczelnione słomą i trawą. W niektórych gnieździły się całe rodziny.
- Bezdomni nie chcieli ze mną rozmawiać - mówił dalej aspirant. - Dowiedziałem się tylko, że Wanda Molenda przebywa obecnie w szpitalu na Szamarzewskiego.
- Co z jej mężem? - spytał Darski.
- Nie żyje. Dwa lata temu stracił pracę w "Goplanie". Pijany wpadł pod tramwaj.
Komisarz zadzwonił do szpitala.
- Jest u nas kobieta o takim nazwisku - usłyszał. - Uprzedzę doktora o pańskiej wizycie.
* * *
Pielegniarka zaprowadziła Łukasza do pokoju doktora Łopuckiego, postawnego mężczyzny ze szpakowatymi włosami i krótko przystrzyżoną brodą.
- Dlaczego policja interesuje się tą pacjentką? - spytał, uścisnąwszy dłoń Darskiego.
- Prowadzę śledztwo w sprawie zabójstwa. Ofiara była wychowanką sierocińca w Szamotułach, podobnie, jak Wanda Molenda.
- Rozumiem - rzekł lekarz. - Przyjąłem ją na prośbę księdza Mazurkiewicza, który pokrył koszty leczenia. Niestety, w ostatnim stadium gruźlicy mogę jedynie złagodzić cierpienie.
Podniósł się z krzesła.
- Proszę za mną, komisarzu. Może zgodzi się z panem porozmawiać.
- Takich, jak ona są setki - powiedział, gdy szli korytarzem. - Rośnie bezrobocie, przybywa bezdomnych. Wielu choruje na guźlicę. Mamy też przypadki tyfusu. 
Stanęli przed drzwiami z matowego szkła.  
- Proszę wejść. Ona jest tam sama.
Wycieńczona chorobą kobieta w niczym nie przypominała dziewczyny ze zdjęcia, które otrzymał od siostry Agnieszki. Wynędzniała twarz błyszczała od potu. Policzki pokrywał ceglasty rumieniec, wywołany zapewne gorączką.
Nie poruszyła się, nawet, gdy stanął tuż przy łóżku. Pomyślał, że śpi i ostrożnie usiadł na krześle. Nagle chwycił ją potworny, rozrywający piersi kaszel. Na popękanych wargach pojawiła się krew.
Łukasz wybiegł na korytarz.
- Proszę pomóc! - zwrócił się do przechodzącej pielęgniarki.
Gestem nakazała, by został na zewnątrz. Była w sali tylko chwilę. Minęła Łukasza bez słowa i pospieszyła do pokoju lekarskiego. Wróciła razem z doktorem Łopuckim.
Po paru minutach lekarz ukazał się w drzwiach. Spojrzał na Darskiego i pokręcił głową.
- To kwestia kilku godzin... Dam jej morfinę, by umarła bez bólu.
* * *
Dwa dni później Darski udał się do Rożkowa, gdzie mieszkał ojciec Marcelego Molendy.
Chałupa kowala miała świeżo pobielone ściany i solidny dach.
Łukasz stanął w otwartych wrotach kuźni i omiótł pomieszczenie szybkim spojrzeniem. Zauważył oparte o ścianę okute drewniane koła. Ceglany piec był wygaszony. Obok stojącego na pniu kowadła leżał ogromny młot.
- Pan do kogo?
Niewysoki krępy mężczyzna spoglądał podejrzliwie na przybyłego. Podwinięte rękawy koszuli obnażały muskularne ręce.
 - Ja do pana Molendy. Komisarz Darski z...
- Wiem, kim pan jest! - przerwał mu gniewnie  kowal. - Czego pan tu chce?
- Zmarła pana synowa. Rozmawiałem z księdzem, który się nią opiekował...
- Co mi do tego? - burknął Molenda.
- W ochronce na Zwierzynieckiej przebywa jej córka Liliana...
- Mam chować bękarta? - mężczyzna bezwiednie zacisnął dłonie w pięść. Podszedł bliżej. - Wanda to dworska suka nie synowa! - rzekł z zawziętym wyrazem twarzy. - Dziedzic zbrzuchacił to pomiotło i zapłacił Marcelowi... Zmarnowali mi syna... 


Alicja Minicka


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza