22 maja 2020

Ustawa antyaborcyjna - absurd po polsku


Prawie 100 lat temu, w 1930 roku, Tadeusz Boy-Żeleński ukazał niedorzeczność i hipokryzję ustawy antyaborcyjnej w cyklu felietonów pod tytułem "Piekło Kobiet".

Według Światowej Organizacji Zdrowia najmniejsza liczba zabiegów aborcji jest tam, gdzie jest najwyższy odsetek kobiet w wieku rozrodczym, stosujących skuteczną antykoncepcję, czyli w Europie Zachodniej. Oczywiście jest tam też szeroko rozumiana edukacja seksualna. 




Gdyby ktoś chciał poważnie potraktować kościelną propagandę na temat związku hormonalnych tabletek antykoncepcyjnych z nowotworami najczęściej zabijającymi kobiety, to proszę, aby samodzielnie zapoznał się z unijnymi statystykami umieralności kobiet. Niech porówna wskaźniki dotyczące Polek (20-30% stosuje hormony) i np. Holenderek i Niemek (do 80%). Bardzo się zdziwi.
Ale polskich tak zwanych "obrońców życia" fakty nie interesują. Ich ideologia daje im gotowe, jedyne słuszne interpretacje. Jeżeli fakty do owych interpretacji nie pasują, to wystarczy je pominąć. System zakazowo-nakazowy i restrykcje to według nich idealny sposób na moralne dyscyplinowanie kobiet.
Holendrzy postawili na edukację i antykoncepcję, mają najniższy wskaźnik aborcji na świecie. Uznali, że ich rodaczki mają dosyć rozumu, by samodzielnie podejmować decyzje.
Coroczne raporty z wykonania polskiej ustawy antyaborcyjnej to prawdziwa tragikomedia. Nie ma w nich nawet pół słowa o podziemiu aborcyjnym i turystyce aborcyjnej. Dlatego w Polsce wykonywanych jest co roku kilkaset "oficjalnych" zabiegów przerwania ciąży.
Już Tadeusz Boy-Żeleński wskazywał na nieskuteczność takiej ustawy i na dwa dramatyczne jej aspekty. Po pierwsze, ustawa nie zmniejsza ilości zabiegów a sprowadza je jedynie do podziemia i generuje wysokie ceny. Po drugie, uderza tylko i wyłącznie w kobiety biedne, a więc te najbardziej zdesperowane z powodu niechcianej ciąży.
Tu chciałabym wspomnieć o zasadniczych różnicach między podziemiem aborcyjnym za czasów Boya-Żeleńskiego o podziemiem dzisiaj.
Sto lat temu kobiety, zwłaszcza biedne, często wpadały w ręce zwykłych rzeźników, doznając niewyobrażalnych cierpień i narażając się na ciężkie okaleczenie czy śmierć.
Dzisiejsze podziemie to wyposażone według nowoczesnych standardów gabinety, z fachową obsługą. Ponadto do dyspozycji jest szeroki wachlarz farmakologicznych środków. Po niektóre nie trzeba nawet wychodzić w domu, można je bez trudu zamówić przez Internet.
Skoro za czasów Boya-Żeleńskiego ustawa nie skutkowała w sposób deklarowany przez jej nawiedzonych twórców, to dlaczego miałaby być skuteczna dzisiaj?
Tadeusz Boy-Żeleński wskazywał jeszcze na inny tragiczny jej skutek - wzrost ilości dzieciobójstw (chodzi o zabicie dziecka przez matkę bezpośrednio po porodzie).
Jak ta kwestia wygląda dzisiaj, nikt nie wie. Wykrywalność tego typu
przestępstw jest bardzo niska. Rzadko jest wynikiem działań operacyjnych, z reguły zwłoki są znajdowane zupełnie przypadkowo.
Tak, więc, trudno ocenić, jaki odsetek stanowią ujawnione przypadki noworodków w beczce, porzuconych w reklamówkach na wysypiskach czy utopionych w klozecie.
Boy-Żeleński uważał ponadto, że twórcy ustawy wykazali okrucieństwo wobec biednych kobiet.
Restrykcyjne prawo miało na celu tylko zmuszenie kobiety do urodzenia niechcianego dziecka. Po urodzeniu, jak pisał Boy-Żeleński, matka z dzieckiem mogła sobie iść nawet pod most, bo "obrońców życia" los dziecka i matki już nie obchodził.
Czyż nie brzmi to znajomo?
Podziemie aborcyjne i nielegalny obrót środkami poronnymi to wielomilionowy biznes. Jego beneficjenci nie zrzekną się dobrowolnie szerokiego strumienia nieopodatkowanej gotówki.
No cóż, za wieloma ustawami stoi jakieś lobby. Niech każdy sam się zastanowi, kto korzysta (czytaj: zarabia) na ustawie antyaborcyjnej.

Alicja Minicka


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza