7 maja 2019

Czy klasyczny kryminał to gatunek zagrożony



Prawie sto lat temu Agatha Christie zadebiutowała powieścią „Tajemnicza historia w Styles". Okazała się godną kontynuatorką dokonań Edgara Allana Poe i Arthura Conan Doyle’a, przyczyniając się do rozwoju i spopularyzowania gatunku.
Mimo iż jej książki cieszą się niesłabnącym powodzeniem, niektórzy sugerują odesłanie klasycznego kryminału do lamusa. Ten rodzaj, rzekomo gorszy, przeciwstawiany bywa wielostronicowej powieści społeczno-obyczajowej z wątkiem kryminalnym. 


W rzeczywistości gatunek czy rodzaj niczego nie implikują. W każdym można znaleźć przykłady dzieł i znakomitych, i słabszych. Należy jednak pamiętać, że ocena zawsze jest subiektywna, nawet gdy dokonuje jej uzbrojony w stosowną wiedzę krytyk. Literatura jest sztuką i liczą się przede wszystkim wrażenia odbiorcy.
Charakterystyczne cechy prozy Agathy Christie to zwięzłość, mistrzowsko poprowadzona intryga i znakomity suspens. Autorka nie podaje informacji na przysłowiowej tacy w formie długich opisów. Przeciwnie, wplata je umiejętnie w akcję i dialogi, tak że bez trudu wyobrażamy sobie miejsca i bohaterów. Takie efekty może osiągnąć tylko prawdziwy wirtuoz pióra.
W książce Johna Currana „ABC zbrodni Agathy Christie" można obejrzeć fotografie jej rękopisów i maszynopisów, pełnych skreśleń, poprawek i uzupełnień. Stworzenie dzieła, które czyta się bez wysiłku i płynnie, wymaga talentu i ciężkiej pracy.
Niestety, niektórym wydaje się, że bez trudu napisaliby podobną powieść. W „Inicjałach zbrodni" Sophie Hannah usiłowała skopiować styl Christie, co wielu czytelników uznało za profanację. Przyznam, że ja również. Hannah to całkiem dobra pisarka, ale nie udało się jej stworzyć kryminału, który przypominałby dzieła Królowej. Nużące opisy, dłużyzny i Hercules Poirot, który niewiele ma wspólnego ze słynnym detektywem.
Zasłużony sukces kryminałów skandynawskich zachęcił wielu autorów do pisania powieści z mocno rozbudowanym tłem społeczno-obyczajowym. Jednak naśladowcom Larssona czy Mankella zarzuca się nieraz, że przeliczyli się z siłami co do liczby wątków i postaci, a część kryminalna potraktowana została po macoszemu.
W recenzjach można zetknąć się z poradami, by podczas czytania powieści-cegły posiłkować się notatkami i rozrysowywać schematy, żeby się nie pogubić. W odniesieniu do beletrystyki to dosyć zabawna sugestia. Jeżeli czytelnik odbiera fabułę jako zagmatwaną, to znaczy, że utwór jest źle skonstruowany. Lektura „Wojny i pokoju" Tołstoja, mimo tłumu postaci i wielu wątków, takiego problemu nie przysparza.
Tłumaczenia, że autor się napracował, są mało skuteczne. Dla czytelnika najważniejszy jest efekt. Szczegóły literackiej kuchni mogą go zainteresować, ale na pewno nie zrekompensują rozczarowania.
Klarowna fabuła, stworzenie określonego klimatu, wiarygodne postacie i tło, a przede wszystkim pomysłowa i logiczna intryga to walory dobrze napisanego kryminału, a nie określonego jego rodzaju.Sugerowanie związku między liczbą stron a wartością literacką jest raczej dziwaczne. Przecież nie oceniamy obrazu na podstawie wymiarów, a oglądając rzeźbę, nie interesujemy się jej wagą.
W czasach Agathy Christie istniała reklama i promocja książek, ale nie na taką skalę jak obecnie.
Wypromowanie literackiego utworu jest zajęciem bardzo trudnym, wymagającym sporej kreatywności, gdyż nie istnieje reklamowe narzędzie, sprawdzające się w przypadku każdej książki i każdego autora. Więcej, zdarzają się pomysły, których skutki bywają odwrotne do zamierzonych.
Wojciech Chmielarz – znakomity pisarz i publicysta – poruszył tę kwestię w felietonie „Dobra literatura już się nie broni” (Smak książki,luty 2017): „Samych królowych polskiego kryminału naliczyłem trzy. Do tego dochodzi pierwsza dama polskiego kryminału retro, a niedawno ujawniła się pierwsza dama polskiego kryminału noir. Prawie każda tytuł zawdzięcza nie czytelnikom, ale została pasowana przez dział promocji”.
Może więc lepiej, by koronacji dokonywali sami czytelnicy a nie twórcy marketingowych kampanii?
Tymczasem misternymi intrygami Agathy Christie – niekwestionowanej Królowej – zachwycają się kolejne pokolenia. Ta genialna autorka długo jeszcze nie zostanie zdetronizowana, nawet wtedy, gdy nikt już nie będzie pamiętał nazwisk niektórych literackich gwiazd, których sława trwa co najwyżej kilka sezonów, a ich blask rozpala głównie znakomita reklama. 

Alicja Minicka


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza