5 grudnia 2018

"Bestia" - fragment kryminału retro



Wieczorem Gajda poszedł na ulicę Kantaka. Za okrągłym słupem ogłoszeniowym stało kilka kobiet. Na jego widok przywołały uśmiechy na uszminkowane twarze z uczernionymi oczyma i karminowymi ustami. Gajda zwrócił uwagę na chudą jak patyk nastolatkę, nieco onieśmieloną, zapewne nowicjuszkę. Jej wiek i wyzywający makijaż go nie zdziwiły. Wiedział, że sutenerzy oferowali nawet trzynastoletnie dziewczęta. Nie brakowało chętnych na ich niedojrzałe wdzięki.



Wszedł do bramy. Po skrzypiących schodach wspiął się na piętro i zapukał w umówiony sposób. W progu stanęła kobieta w średnim wieku, ubrana w znoszoną jedwabną suknię.
- Jestem od Zygi.
Otworzyła szerzej drzwi.
- Niech pan wejdzie.
Wnętrze było ciasne, pełne stęchłych zapachów. Sutenerka poprowadziła go zagraconym korytarzem do pokoju, oświetlonego tylko jedną lampą z abażurem. Ustawiono ją na etażerce między bibelotami.
- Proszę usiąść - wskazała krzesło przy okrągłym stole, nakrytym szydełkowym obrusem.
Jej maniery i sposób wysławiania sugerowały, że nie pochodzi z najniższej sfery. Gajda przypomniał sobie o głośnej sprawie wdowy po urzędniku sądowym, którą przyłapano na prowadzeniu lupanaru. Tym procederem trudniło się wiele szacownych niegdyś pań, którym nie wystarczała renta po zmarłym mężu. Prostytutki wabiące klientów na ulicach musiały oddawać im lwią część swoich zarobków.
Pokazał fotografię portretu Lucynki.
- To pana krewna? - spytała, nie odrywając wzroku od zdjęcia.
- Nie, ale zależy mi na informacji o miejscu jej pobytu.
- Jak bardzo panu zależy?
- Dam dwieście złotych.
- Chyba dojdziemy do porozumienia - stwierdziła.
 Oboje zdawali sobie sprawę, że on sam ma nikłe szanse na odnalezienie dziewczyny.

Alicja Minicka


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza