8 stycznia 2013

Literatura wobec równouprawnienia

Ten krótki tekst to właściwie wstęp do jednego z następnych artykułów

Kwestia równouprawnienia kobiet pojawiła się już w okresie Rewolucji Francuskiej. Był to jednak zaledwie hasłowy zwiastun, podobnie, jak i inne ideały, do których Europa jeszcze wówczas nie dojrzała. Walka kobiet o uzyskanie pełni praw obywatelskich rozpoczęła się na dobre w połowie XIX wieku.






Angielska sufrażystka 1910 rok



Niebywały postęp naukowo-techniczny stał się wtedy kołem zamachowym wielkich przemian społeczno-obyczajowych. Wywarły one ogromny wpływ na rozwój nowych prądów i kierunków w literaturze. Pisarze z drugiej połowy XIX i początków XX wieku przedstawiali w swoich utworach realistyczny obraz ówczesnych społeczeństw.

Sytuacja kobiet zaczęła być traktowana, jako ważny problem społeczny, co znalazło odzwierciedlenie w literaturze. Jednak pisarze różnie do tej kwestii podchodzili. Nie zapominajmy, że urodzili się i wychowali w określonych środowiskach, kształtujących ich światopogląd i podejście do tego tematu. Widać to chociażby w twórczości Henryka Sienkiewicza czy Bolesława Prusa. Właściwie mało jest z tego okresu powieści, których autorzy wyraziście opowiadają się za równouprawnieniem. Przychodzą mi na myśl tylko dwie: „Marta” Elizy Orzeszkowej i „Saga rodu Forsyte’ów” Johna Galsworthy’ego. Z kolei pozytywista Prus w „Emancypantkach” ostrzega przed zgubnymi skutkami zbytniej aktywności kobiet.



Eliza Orzeszkowa, autorka „Marty”



Prawdą jest, że czytelnicy zawsze indywidualnie interpretują czytany utwór i bywa, że interpretacja ta jest zgoła odmienna od intencji autora. Do tego dochodzą jeszcze kolosalne różnice pomiędzy czytelnikiem współczesnym autorowi a czytelnikiem dzisiejszym, który postrzega dany utwór przez zupełnie inny pryzmat.

Jak już kiedyś pisałam, mam swoje ulubione książki, do których chętnie, co jakiś czas powracam. Ostatnio odnowiłam znajomość z pewną dziewiętnastowieczną powieścią, jak najbardziej wpisującą się w niniejszy temat. O jej bohaterce chciałabym napisać nieco obszerniej w jednym z następnych artykułów.



Alicja Minicka



2 komentarze:

  1. To prawda, że interpretacja utworu nie zawsze jest zgodna z intencjami autora. Wynika to z tego, że sam autor nieświadomie odsłania pewne mechanizmy, o których istnieniu może nie mieć pojęcia.
    Hehe, no, pani Dulska była wyemancypowana, aż do granic despotyzmu :)
    Ale to prawda, wielcy klasycy literatury nawet, jeżeli pochylali się nad niesprawiedliwością wobec kobiet, to gloryfikowali ciche cierpienie- raczej skupiając się na osądzeniu męskiego sprawcy nieszczęścia, niż na rozwiązaniach społecznych.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, ale nie nalezy zapominać, że ci pisarze byli częścią dziewiętnastowiecznego społeczeństwa. Ich nastawieni można zrozumieć, tym bardziej, że temat jest nadal w XXI wieku aktualny.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń