14 kwietnia 2012

Fenomen "Trędowatej"

Z pewnością niewiele jest osób, które nie słyszały o „Trędowatej” Heleny Mniszkówny. Książka do dzisiaj cieszy się sporą popularnością i można ją kupić w wielu księgarniach. Narosło wokół tej powieści tyle różnych stereotypów, od „jednej z wielu książek dla kucharek” do „symbolu literackiego kiczu”. Ukazała się ponad sto lat temu i od razu zyskała ogromną popularność. Warto zaznaczyć, że negatywne recenzje pojawiły się znacznie później. Dobrą opinię wystawił powieści sam Bolesław Prus. Wydana kilkanaście lat później parodia „Trędowatej” zatytułowana „Na ustach grzechu” autorstwa Magdaleny Samozwaniec przyczyniła się jedynie do wzrostu zainteresowania książką Mniszkówny.

„Trędowata” stanowiła i stanowi przyczynę irytacji i bezsilności krytyków, bezskutecznie usiłujących odwieść kolejne pokolenia upartych czytelników od „symbolu grafomanii”.


Z pewnością do wzrostu jej powodzenia walnie przyczyniły się ekranizacje. W okresie Międzywojnia w rolę Stefci Rudeckiej wcieliły się dwie największe gwiazdy polskiego kina: Jadwiga Smosarska i Elżbieta Barszczewska. Towarzyszyła im całą plejada znakomitych aktorów. Filmy, rzecz jasna, także stały się hitami. W 1976 roku powstała kolejna ekranizacji w reżyserii Jerzego Hoffmana, z udziałem Elżbiety Starosteckiej i Leszka Teleszyńskiego. Ciekawostką jest, że wszystkie filmowe Stefcie były brunetkami, podczas, gdy literacki pierwowzór został przez naturę obdarowany „sobolowozłotymi” włosami.

Takich melodramatów powstawało i powstaje tysiące. Ponad stuletnia powieść powinna już dawno odejść w niebyt. Skąd owo nieustające zainteresowanie czytelników? Sądzę, że, aby spróbować znaleźć odpowiedź na to pytanie, należy przebić się przez grubą warstwę stereotypowych opinii i spojrzeć na książkę świeżym okiem. Aby to uczynić, sięgnęłam po tę, czytaną wiele lat temu powieść.

Historia idealnej, niespełnionej i tragicznej miłości to jeden z najsilniejszych atutów książki. Ale nie wyjaśnia fenomenu jej popularności. Ja odnalazłam elementy swoistej nierealnej baśniowości. Sądzę, że ona jest głównym motorem popularności ponad stuletniego melodramatu. Ta baśniowość przebija w licznych, opracowanych z barokowym wręcz przepychem, opisach.

Uboga szlachcianka Stefania Rudecka, w której zakochuje się bez pamięci potężny ordynat Michorowski to coś jak kolejna wersja nieśmiertelnego Kopciuszka. Baśniowy świat jest przecież bliski sercu każdego. Może w dorosłych czytelniczkach pozostaje coś z małych dziewczynek, marzących o księciu z bajki?

Brak realizmu i infantylizm, to, obok stylistycznych niezręczności, główne zarzuty wobec „Trędowatej” ze strony krytyków. A baśnie lubi czytać wielu z nas, nie wszyscy się tylko do tego przyznają. Może stąd bierze się popularność gatunku fantasy, blisko z baśniami spokrewnionego?

Bardzo mnie ciekawi, co inni sądzą o źródłach tego literackiego fenomenu.




Alicja Minicka

5 komentarzy:

  1. Simplement__Eliza17 kwietnia 2012 15:43

    Alicjo Droga witajUciekl mi post......... Czytalam TREDOWATA w wieku 15 lat, ogromnie bylam zakochana w Waldim :) Pożniej po latach z sentymentem myślalam o bohaterach powieści i mialam w sercu ogromny sentyment do tego co minęło, co zostało zniszczone i zapomniane przez czas i ludzi. W życiu powinna nami kierować przede wszystkim miłość do drugiego czlowieka, do kwiatka czy pieska, wtedy na pewno wyjdzie nam coś dobrego i na długo. Powinniśmy jako ludzie wznosić dla nas wszystkich poczucie piękna, by znów nie doprowadzić do ruiny i upadku wartości, których kiedyś będziemy żałować.Pozdrowionka Alicjo

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, potrzebna mi pomoc w znalezieniu różnic między książką a adaptacją filmową na przykładzie Trędowatej, mam nadzieję, że mi Pani pomoże. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam Kingo,
    Wydaje mi się, że te różnice dotyczą w zasadzie każdej adaptacji. Film na pewno nie pomieści wszystkich książkowych wątków. To inna dziedzina sztuki i rządzi się odrębnymi prawami. Są takie elementy książki, które trudno przełożyć na język filmowy - opisy, przemyślenia bohaterów. Twórcy filmu (głównie scenarzysta i rezyser) przedstawiają swoja interpretację danej książki. W "Trędowatej" zmieniono chociażby wygląd głównej bohaterki. Pisząc o takich różnicach, obejrzałabym adaptację (było ich kilka) i w punktach zapisała najpierw to, co uda mi się dostrzec. Tak to widzę. Nie jestem jednak żadnym znawcą,
    Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia
    Alicja (bez pani) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne, nigdy film nie będzie odzwierciedlał w pełni książki. Chodzi mi też o różnice właśnie np w zmianie koloru włosów bohaterki, jakie jeszcze Alicjo zauważyłaś?

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam,
    Kingo, musiałabym obejrzeć na "świeżo" film (raczej filmy) i przeczytać książkę, notując po drodze. Poniewaz czyniłam to jedynie dla rozrywki, a nie pod kątem analiz, byłoby mi teraz trudno...
    Może jeszcze jedno. Chyba filmowe Stefcie są większymi intelektualistkami i nie są tak naiwne, jak ta książkowa.
    Przynam, że z filmowych adaptacji najbardziej podobała mi się ta z Elzbietą Barszczewską.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń