29 września 2011

Leni i Marlena - manowce konformizmu

Bohaterkami mojego artykułu są dwie wybitne postacie z ubiegłego stulecia: Leni Riefenstahl i Marlena Dietrich. Łączy je bardzo wiele i jeszcze więcej dzieli. Obie urodziły się na początku XX wieku w Berlinie. Obie były piękne i nieprzeciętnie utalentowane.

Leni zainteresowała się filmem. gdy kontuzja przekreśliła jej karierę tancerki. Fascynację nazizmem dzieliła z większością niemieckiego społeczeństwa w latach trzydziestych. Dzięki militaryzacji Adolf Hitler wyprowadził Niemcy z głębokiego kryzysu gospodarczego. Charyzmatyczny przywódca, wspaniały orator – tak był postrzegany przez swoich rodaków.


Hitler doceniał znaczenie propagandy i dostrzegał możliwości, jakie wiązały się z genialną Leni. Nakręciła „Triumph des Willens” („Triumf woli”), uważany do dzisiaj za jeden z najlepszych filmów propagandowych w historii.

Niemiecka aktorka i piosenkarka Marlena Dietrich, otwarcie potępiając nazizm, wykazała się wielką odwagą i bezkompromisowością. Sławną gwiazdą kina interesował się sam Goebbels. Marlena nigdy nie przyjęła żadnej z licznych propozycji współpracy. Za swoją postawę otrzymała od francuskiego rządu Komandorię Legii Honorowej.

Czasami trudno widzieć pewne sprawy takimi, jakimi one są. Jeszcze trudniej jest głośno o tym mówić. Zwłaszcza, gdy trzeba iść „pod prąd”. Nieraz, rozmawiając teoretycznie o jakiejś sytuacji, deklarujemy: „Ja postąpiłbym tak”. Zazwyczaj mówimy w tak zwanej dobrej wierze. Życie bezlitośnie nas weryfikuje.

Podziwiam Marlenę Dietrich, ale daleka jestem od jednoznacznego potępienia Leni. Obu im przyszło żyć w czasach, gdy dokonanie wyboru bywało sprawą życia i śmierci. Powiedzmy sobie uczciwie, niektóre wybory po prostu nas przerastają. Nawet, jeżeli nie musimy stawiać na szali swojego życia, a jedynie wykazać się odwagą cywilną.

Dlatego chyba nie warto deklarować zbyt wiele na temat hipotetycznych sytuacji. Może się okazać, że jesteśmy, jak bohater wiersza Marii Konopnickiej – Stefek Burczymucha.



Alicja Minicka

2 komentarze:

  1. Leni nic mi nie mówi, ale z tego co przeczytałem, to była geniuszem kadru. Druga jej cecha, to niezwykła siła, skoro po wykluczeniu zawodowym potrafiła się podnieść.Co do konformizmu:Nie sądzę, by jakakolwiek sytuacja skłoniła mnie dzisiaj do współpracy z jakimkolwiek totalitaryzmem. Po prostu czuję tak wielkie obrzydzenie do systemów totalitarnych, że sobie tego nie wyobrażam, podobnie jak nie wyobrażam sobie akceptacji mordowania niewinnych ludzi. Owszem, jednostkowy wypadek mógłbym przełknąć na zasadzie, że wszędzie znajdzie się kanalia, ale masowości bym nie zdzierżył. To na dzień dzisiejszy.Inaczej sprawy by się mogły potoczyć, gdybym nie miał szans w spokoju osiągnąć dojrzałości, gdybym został dostatecznie wcześnie zindoktrynowany i wtedy postawiony przed takimi wyborami. Nie mam pojęcia, nie podejmę się takich rozważań.Co do potępienia Leni, to ja bez specjalnych rozterek ją potępiam, mimo że nie wykluczam, iż w szczególnych warunkach ja mógłbym postąpić tak samo. Natomiast kwestią do rozważenia jest moc tego potępienia. Jeśli potrafiłaby się bezwzględnie pokajać za współpracę z faszystami, powiedziałbym: "O.K., pokaż czynem, że potrafisz zrobić coś dobrego dla ludzi, to ci przebaczę. Masz pokutę- odsunięcie od filmu, znajdź coś, co zrobisz z pożytkiem dla społeczeństwa".dr Woland.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Piotr, W takich tematach nie ma co wypowiadać się autorytatywnie. Nie wiemy tak naprawdę, jakich wyborów dokonalibyśmy sami. Najłatwiej jest teoretyzować. Natomiast Leni była na pewno fascynującą postacią. Szkoda, że przyszło jej żyć w takich czasach. O Marlenie pisałam, by pokazać, że dokonanie wyboru jest trudne, ale nie jest niemożliwym dokonanie wyboru właściwego. Serdecznie pozdrawiamAlicja

    OdpowiedzUsuń