Afrodyta
Afrodyta Nowy Kraków, 2095 rok Zbliżał się koniec marca, ale śniegowo-deszczowa mżawka nie pozwalała zapomnieć o zimie. Wera wbiegła do holu swojego wieżowca. Czuła, jak fala gorąca uderza do wysmaganej zimnymi podmuchami twarzy. Poleciła, by komputer pokazał oferty biura podróży, z którego usług zazwyczaj korzystała. Drgnęła, gdy dźwięk komunikatora przerwał jej to miłe zajęcie. Na wyświetlaczu zobaczyła recepcjonistę z biura. - Pilna wiadomość – rozległ się metaliczny głos androida. – Detektyw Daber zgłosi się do inspektora Wolskiego. Pomyślała ze złością, że nie miał odwagi zadzwonić osobiście. Z drugiej strony trochę rozpierała ją ciekawość. Wiedziała, że nie zawracałby jej głowy z błahej przyczyny. Szybko ubrała się i z tarasu przywołała starlinga. * * * Drzwi gabinetu szefa były szeroko otwarte. Wchodząc Wera odruchowo przeczesała palcami lekko jeszcze wilgotne włosy. - Jesteś – stwierdził lakonicznie, prostując zwalisty tułów. - Mam ...
