24 kwietnia 2020

XERION - Rozdział 8 i 9


ŚLEDZTWO

Archipelag był oddzielony od stałego lądu szerokim pasem wód oceanicznych. Potężne fale z hukiem rozbijały się o urwiste, skąpo porośnięte zbocza.
Wynajęli starlinga, który w ciągu kilku minut miał dotrzeć do Reah.  Szybko oddalali się od wybrzeża. Lecieli nad dolinami rzek i łagodnymi zalesionymi wzniesieniami.
Wkrótce ukazały się domy o obłych kształtach, położone w sporej odległości od siebie.
- Takie chatki buduje się na obrzeżach miast – powiedział Ian, zauważywszy, że Wera wyciąga szyję, usiłując się im przyjrzeć.
Mijali skupiska wieżowców, pomiędzy którymi rozpięta była sieć tras komunikacyjnych. W powietrznych korytarzach na różnych wysokościach i w różnych kierunkach mknęły starlingi. Z dołu przezierały spore połacie zieleni. 


Ich pojazd znalazł się teraz nad małą wyspą na jeziorze i powoli schodził do niższego pułapu.
Kilkanaście kaskadowo rozmieszczonych budynków zdawało się wyrastać wprost ze skalistego wzgórza, zajmującego większą część wyspy. Na dachach łączników rosły pnącza i kwiaty. 
Starlling łagodnie zakotwiczył przy jednym z wyżej położonych tarasów. Roztaczał się stąd widok na piętrzące się na drugim brzegu wieżowce. Glassoplexowa ściana rozsunęła się i słoneczne światło natychmiast wtargnęło do dużego pomieszczenia, pośrodku którego Wera dostrzegła komputer z holograficznymi ekranami a dalej, w głębi, stół i kilka foteli.
- Nasz największy i najlepiej wyposażony pokój detektywów – powiedziała Yolanda.
Podeszła do drzwi z matowego stopu. 
- Tutaj jest wejście do VCS – mówiąc to, wsunęła infokostkę do czytnika na drzwiach. - Wprowadziłam wasze dane do systemu. Macie dostęp do dokumentacji śledztwa.  Jak najszybciej się z nią zapoznajcie. Nadzoruję aktualnie kilkanaście spraw, ale ta ma priorytet. Możecie się ze mną kontaktować o każdej porze – dodała, zanim wyszła na taras.
Virtual Crime Scene bazowała na technologii, wykorzystywanej początkowo do celów  rozrywkowych. W latach siedemdziesiątych po raz pierwszy zastosowano ją w kryminalistyce.
Na miejsce przestępstwa wchodziły najpierw wyspecjalizowane androidy, zwane androtechami. Kierował nimi zdalnie zespół techników kryminalistycznych.  Roboty zabezpieczały potencjalne dowody i pobierały próbki. Nagrywały dźwięki i utrwalały zapachy. Powstawał wielowymiarowy interaktywny zapis, umożliwiający wielokrotne oględziny, nawet po  upływie dłuższego czasu.
- Dokumentacja na pewno jest całkiem spora – Ian w zamyśleniu spojrzał w kierunku komputera. – Co najpierw?
- Chyba najlepiej zacząć od VCS - odparła Wera. – Nie będziemy się niczym sugerować. 
Doświadczeni detektywi wiedzieli, jak ważne bywa pierwsze wrażenie i nie lekceważyli intuicji. Każde z seryjnych zabójstw było informacją zapisaną za pomocą irracjonalnego kodu, zrodzonego w psychopatycznym umyśle sprawcy. 


Nałożyli wirtualne hełmy i rozświetlone żyłkami światłowodów rękawice. Urządzenie umożliwiało  niezależne wejście kilku osobom naraz. 
Wera poczuła, jak ogarnia ją znajomy dreszcz emocji, towarzyszący każdej nowej sprawie. Skierowała dłoń w stronę sylwetki pierwszej ofoary - Erika Carlssona - przemknęła przez pełną rozbłysków przestrzeń. 

W ogromnym pokoju na puszystym dywanie leżał mężczyzna. Sprawiał wrażenie, jakby spał. Misternie ufryzowane jasne włosy tworzyły ładne obramowanie dla owalnej twarzy o regularnych rysach.

 Lewa ręka spoczywała wzdłuż tułowia. Prawa, ułożona na piersiach, pozbawiona była dłoni. Kikut pokrywała jakaś biała gładka substancja. Ten odrażający widok brutalnie kontrastował z aparycją i eleganckim strojem zamordowanego.
Nad okaleczoną ręką pojawił się migający zielony znacznik. Impuls w światłowodach rozjaśnił rękawicę. Kikut zniknął, odsłaniając leżący pod nim kwiat o podłużnych niebieskich płatkach.
- Błękitek – poinformował system.
Na moment wyświetliła się vetariańska nazwa rośliny. Wera nawet nie próbowała jej odczytać.
- Następne pomieszczenie – poleciła, przymykając jednocześnie powieki, by nie widzieć świetlnych smug wirujących wokół z zawrotną szybkością. Chociaż przeskok wirtualnej przestrzeni trwał ułamek sekundy, towarzyszące mu efekty bywały męczące dla oczu. 
Znalazła się w sypialni. Urządzono ją w ciepłych kremowo-czerwonych odcieniach. Pośrodku ustawiono wielkie wodne łóżko. Przesuwne drzwi prowadziły do łazienki z lustrzanymi ścianami i sporych rozmiarów przezroczystą wanną.
W nieskazitelnie czystej, lśniącej chromem kuchni stał dezaktywowany męski android. Był zdumiewająco realistyczny, w zewnętrznych kącikach jego oczu dało się nawet zauważyć delikatne zmarszczki.
Ian już czekał w pokoju detektywów. Rozparty w fotelu, w zamyśleniu spoglądał w kierunku szklanej ściany.
- Sekcja Erika Carlssona – polecił, podchodząc do komputera.
Z uwagą wpatrywali się w trójwymiarowy obraz ciała. Monotonny mechaniczny głos informował:
- Ziemianin rasy białej, lat dwadzieścia osiem. Ofiara ogłuszona i otruta. Prawa dłoń i język odcięte w narkozie.
Miejsca okaleczeń otoczone były czerwonymi okręgami.
- Pokaż wstępne raporty.
Wyświetlił się wykaz, ułożony w przestrzenny schemat.
- Chyba jest wszystko – Ian przebiegł wzrokiem nazwy katalogów. - Bierzmy się do pracy.
Żmudne przedzieranie się przez dokumentację śledztwa rozpoczęli od analiz laboratoryjnych i raportu patologa.
Mieszkanie Erika Carlssona znajdowało się na ostatnim piętrze jednego z wieżowców na obrzeżach Reah. Lokale na górnych kondygnacjach były najdroższe z powodu ich usytuowania nad sieciami komunikacyjnymi. Roztaczające się z okien widoki stanowiły dodatkową atrakcję.
- Porządny alarm i brak śladów włamania. Mógł sam wpuścić mordercę – rzekł Ian, nie odrywając wzroku od ekranu.
Erik został ogłuszony ciosem w tył szyi. Prawdopodobnie zadano go ręką. Nieprzytomnemu mężczyźnie sprawca wstrzyknął dwuskładnikowy zestaw eutanazyjny, po czym odciął  język i prawą dłoń. Kikut pokrył izolatorem medycznym. Patolog nie znalazł żadnych dowodów na seksualne podłoże zbrodni.
 – Ślady izolatora na ciele i na wewnętrznej stronie materiału. Mógł zostać ubrany po śmierci – zauważyła Wera.
Wnikliwie zgłębiali  kolejne dokumenty. 
W mieszkaniu znaleziono jedynie odciski palców Kaori Morisue, przyjaciółki Erika. To ona zawiadomiła policję.
- Nie rozumiem – odezwał się Ian. – Tu jest tylko raport analityków.
Mówił o raporcie, sporządzanym przez pracowników działu analiz. Zazwyczaj to oni przeprowadzali pierwszą rozmowę z osobą, która znalazła ciało.
Wera potarła zmęczoną twarz. Zauważyła, że na zewnątrz zrobiło się ciemno. Na Xerionie doba trwała krócej niż na Ziemi.
- Zostawmy to na jutro – poprosiła. – Przyda mi się parę godzin snu.
Z tarasu przywołała starlinga i poleciła, by zawiózł ją do najbliższego hotelu. Recepcję obsługiwał w nim uroczy żeński android. Wera zasnęła, gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki. 

Alicja Minicka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza