21 kwietnia 2020

XERION - Rozdział 6 i 7




Jasny, gwarny terminal zdumiewał rozmiarami. Konstrukcję wspierały masywne kolumny z gładkiego matowego materiału. Za kilkoma półkolistymi kontuarami urzędowały androidy.
Spora grupa dyskutujących z ożywieniem pasażerów tłoczyła się przy ścianie, za którą rozciągał się widok na olbrzymi, pulsujący światłami szary dysk.
- Jest o kilometr stąd. Dlatego możemy go zobaczyć w całości - Ianowi najwyraźniej spodobała się rola przewodnika.
Ponagleni przez Yolandę skierowali się do jednego z kilku wejść do podziemnych korytarzy. Wera uświadomiła sobie nagle, że chce jak najszybciej opuścić Vetar i ten sztuczny, klaustrofobiczny świat.
Jazda ruchomym chodnikiem nie trwała długo. Na końcu czekała winda, która zawiozła ich wprost do otwartego szerokiego włazu. Gdy tylko przez niego przeszli, podszedł jasnowłosy steward w nieskazitelnie białym uniformie. Wera była pewna, że ten ubiór nie jest jednorazówką z automatu.
- Inspektor Mose, witamy na pokładzie – blondyn skłonił lekko głowę i wskazał kierunek. – Proszę za mną.
Napis na ścianie informował, że znajdują się na pokładzie szóstym w pierwszej klasie. Rzęsiście oświetlony korytarz biegł dookoła rdzenia, w którym znajdowały się kabiny.
- Jesteśmy na miejscu – steward odwrócił się do nich. – Apartament numer trzy. Za kwadrans rozpocznie się uszczelnianie – dodał jeszcze.
Drzwi rozsunęły się z sykiem.
Wera rozejrzała się po pomieszczeniu. Miało kształt wydłużonego prostokąta, przy owalnym stoliku ustawiono półkolistą kanapę. Ian natychmiast rozparł się na niej. Yolanda poszła w jego ślady.
Ekran na wprost drzwi wejściowych zajmował niemal całą powierzchnię ściany.
- Jeżeli chcesz zwiedzać prom, to nic z tego – odezwał się Ian, obserwujący dziewczynę spod półprzymkniętych powiek. - Do wejścia w przestrzeń i aktywowania grawitacji wszystkie pomieszczenia pozostaną zablokowane.
- Jak długo polecimy?
- Jakieś pięć godzin. Mamy szczęście, bo teraz Xerion i Vetar są najbliżej siebie – Ian był zadowolony, że rozmówczyni słucha go z wyraźnym zainteresowaniem.
- Prom ląduje w porcie Fenyx – dodała Mose. – Stamtąd jest niecałe trzydzieści kilometrów do Reah.
Wera wiedziała, że to największe miasto na Xerionie, z siedzibą Komendy Głównej Policji.
- Proponuję skorzystać z usypiaczy – Yolanda podniosła się. - Lot szybciej minie.
- Nie chcę spać! – zaprotestowała Wera.
- A ja owszem. Wiele razy leciałam tym promem. Możesz obejrzeć film o Xerionie – Mose otworzyła drzwi swojej kabiny.
- Świetnie! – Wera usadowiła się na kanapie. 
- Już go widziałem – oznajmił Ian. – Nic ciekawego. Mogę…
- To idź spać – przerwała mu cierpko.
- Dobry pomysł – starał się zachowywać beztrosko, ale wyczuła, że poczuł się dotknięty. Odnosiła wrażenie, że chwilami mężczyzna jest w stosunku do niej zbyt protekcjonalny a tego nie znosiła. Odprowadziła go wzrokiem i wydała polecenie włączenia filmu.
Obrazom towarzyszył głos lektora.
„Przybyłych wita port kosmiczny Fenyx na archipelagu Axeyo. Śmigaczem lub magnetycznym pociągiem można stamtąd dotrzeć w każde miejsce.
Zdecydowana większość mieszkańców planety Xerion zamieszkuje Eyobę, kontynent niewiele większy od ziemskiej Australii . Od dwóch pozostałych – pustynnej Zeroby i zimnej Antarktis – oddziela go ocean. Ich pierwotne nazwy są nie do wymówienia dla przeciętnego Ziemianina. Klimat Eyoby przypomina nieco ziemski śródziemnomorski.
Niemal całą powierzchnię Zeroby zajmują skaliste pustynie. Na jednej z nich powstał multikompleks naukowo-badawczy.
Nazwę trzeciego kontynentu wybrano nie bez przyczyny. Antarktis ze wszystkich stron jest otoczona przez skuty lodem ocean. Na lądzie, pokrytym grubą warstwą śniegu, przez większą część roku wieją mroźne wiatry. Wybudowano tam jedno niewielkie miasto pod kopułą. Zamieszkujący je ludzie, dla których magnesem są gigantyczne zarobki, nadzorują pracę robotów, pracujących przy złożach lantanu.
Xerioński rok składa się z dwunastu miesięcy, z których każdy liczy trzydzieści dni. Nazwy miesięcy są takie same, jak na Ziemi.”
Wera wdziała już ten film, w dodatku w wersji holograficznej.
Zerknęła na drzwi, za którymi zniknął Ian. Uznała, że powinna jakoś załagodzić sytuację, mieli przecież razem prowadzić śledztwo.
Zdawała sobie sprawę, że czasami reaguje zbyt przesadnie. Wiedziała, że źródłem tego przewrażliwienia jest nieudany związek z Wiktorem. Poznała go w poznańskiej Akademii Policyjnej. Wiktor wyróżniał się inteligencją i błyskotliwym poczuciem humoru. Wera przyzwyczaiła się, że przykuwa męskie spojrzenia, ale zainteresowanie z jego strony pochlebiło jej. Po trzech miesiącach zamieszkali razem.
Pierwszy ostrzegawczy sygnał dotarł do niej, gdy ogłoszono semestralne wyniki zaliczeń. W rankingu znalazła się na trzeciej pozycji, Wiktor na dwudziestej. Wera miała najwyższą notę z wiktymologii i największą liczbę punktów na strzelnicy.
Pogratulował jej a po chwili dodał:
- Radziłbym jednak trochę dystansu. To dopiero pierwszy semestr, za wcześnie na zbytni entuzjazm.
- Gdybyś ty okazał się lepszy, entuzjazm byłby uzasadniony – rzekła ironicznie. Starała się zachować spokój, chociaż jego uwaga wzburzyła ją. 
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Odwrócił się bez słowa i wyszedł. Wrócił po paru godzinach ze skruszoną miną. Pozornie wszystko wróciło do normy. Z czasem zaczęła odnosić wrażenie, że Wiktor próbuje wywołać u niej poczucie winy. Był jednak bezsilny wobec niezależnej, buntowniczej natury dziewczyny.
Za namową trenera zapisała się na dodatkowe zajęcia z walki wręcz. Już na drugim roku zdobyła czarny pas. Po egzaminach końcowych kilku najlepszych studentów, także Werę, wysłano na szkolenie w ośrodku pod Londynem. Wiktor nie mógł o tym nie wiedzieć, coroczny przyjazd rekrutora z Bexley był jednym z najbardziej ekscytujących wydarzeń w życiu Akademii. Ale żadne z nich nie poruszało tego tematu. Ich związek praktycznie się wypalił, więc rozstanie przebiegło niemal bezboleśnie.
Jeszcze przed ukończeniem szkolenia Wera poznała Nathaniela Zaricka – dowódcę elitarnej jednostki, podległej Europejskiej Agencji Ochrony. Bez wahania przyjęła jego propozycję i podpisała trzyletni kontrakt. Nie przedłużyła go jednak, chciała pracować w policji.  Postanowiła wrócić do rodzinnego Krakowa, by być bliżej rodziców.
Szymon Wolski – szef krakowskiego Wydział Zabójstw – z początku nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Dla Wery, która kilka ostatnich lat spędziła w towarzystwie perfekcyjnie i wszechstronnie wyszkolonych ludzi, widok policjanta ze sporą nadwagą był nielichym zaskoczeniem. Nie miała zielonego pojęcia o układach panujących w policji i nie wiedziała, że najważniejszy atut Wolskiego stanowiło poparcie krakowskiego burmistrza.
Z czasem jednak przekonała się do niego. Był człowiekiem inteligentnym i ambitnym. Zdawał sobie sprawę, że jego kariera uzależniona jest od wyników pracy detektywów, więc pozwalał swoim podwładnym na rozwinięcie skrzydeł.
Wera ułożyła się wygodnie, stopniowo obojętniejąc na głos lektora i uciekając myślami daleko od vetariańskich planet.

Otworzyła oczy. Ekran wygasł, w pomieszczeniu panowała cisza.
- Podaj aktualne dane – poleciła, podnosząc się z kanapy.
- Statek zszedł z orbity. Grawitacja aktywowana. Do celu pozostały dwie godziny.
Oznaczało to, że można zwiedzić prom.
W korytarzu skręciła w lewo. Zatrzymała się, by spojrzeć na umieszczony na ścianie schemat. Gigantyczny rdzeń mieścił trzydzieści apartamentów. 
Dobiegł ją gwar licznych głosów. Przeszła przez rozsunięte drzwi i rozejrzała się z zaciekawieniem. W ogromnym pomieszczeniu znajdowało się kilkadziesiąt osób, w większości ubranych w proste, wygodne kombinezony. Niektórzy jedli kostki granulatowe wzięte z wbudowanych w ściany podajników. Nad głowami pasażerów poruszały się setki podobnych do świetlików małych lampek, emitujących łagodne różnobarwne światło.  W głębi sali zobaczyła półkolisty bar, wokół którego przytwierdzono do podłogi mnóstwo siedzisk z oparciem. Zajęła miejsce, a krzesło, lekko wibrując, natychmiast dostosowało do niej swoją wysokość.  Przez całą długość barowego blatu ciągnęły się sensorowe wyświetlacze. 
- Wiedziałem, że cię tu znajdę - usłyszała za plecami głos Iana. Usiadł obok niej.
- Dobrze, że jesteś – rozpromieniła się. – Przy barze dobrze się rozmawia.
- Tylko oferta nieciekawa – odparł smętnie. – Nie pogniewałbym się na odrobinę irlandzkiej whisky.
Wera dotknęła sensora. Podajnik postawił przed nią owocowy koktajl.
- Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłem, przyjeżdżając tutaj  – rzekł nagle Ian.
- Ja zdecydowałam się od razu. Nie przepuściłabym takiej sprawy. W dodatku na Xerionie.
Odwrócił wzrok.
- Nie chciałem wracać – mówił półgłosem, jakby do siebie. W zamyśleniu obracał w dłoniach pojemnik z koktajlem.
Zapadła między nimi cisza. Wera wyczuła, że nie powinna o nic pytać.
- Rok temu prowadziłem na Xerionie śledztwo – odezwał się Ian. - Zginęła pewna Vetarianka. Świadek… Dla mnie była kimś zupełnie innym…
Werę zaskoczyła jego otwartość. Jednocześnie uświadomiła sobie, że za pozorną beztroską krył się strach przed powrotem do bolesnej przeszłości.
- Czasami myślałem nawet o odejściu z policji – mówił wolno ze spojrzeniem utkwionym w barowy blat. Po chwili uśmiechnął się do niej i zapytał: - Wiesz, czego Vetarianie zazdroszczą nam najbardziej? – najwyraźniej chciał zmienić temat.
- Żartujesz sobie ze mnie – stwierdziła.
- Skądże! Chodzi o historię. Nasza jest długa i dokładnie znana. Vetariańska to wielka niewiadoma.
- Mnie historia nie interesuje, chociaż uwielbiam Stare Miasta i muzea. Nie mamy przecież wpływu na to, co już było.
- Pragmatyczne podejście – stwierdził nieco sarkastycznie.
Wera cieszyła się, że rozmowa oczyściła atmosferę między nimi. Wiedziała, jak ważne są dobre relacje z partnerem, zwłaszcza, że czekało ich trudne śledztwo.
Dyskutowali z takim zapałem, że nie zauważyli upływu czasu. Prawie wszystkie miejsca przy barze były zajęte, mimo to donośny głos stewarda bez problemu przebił się przez zgiełk licznych rozmów.
- Proszę państwa, niedługo wchodzimy na orbitę Xeriona. Proszę udać się do swoich kabin.
- Zobaczymy przekaz z satelity – powiedział Ian, zanim opuścili pomieszczenie.
Gdy zasiedli przed ekranem, Wera uświadomiła sobie nagle, że niemal zapomniała o celu tej podróży. Pomyślała, że pierwszy raz coś zaprzątnęło jej uwagę bardziej niż śledztwo.
Nad zbliżającą się planetą przepływały postrzępione ławice białych chmur. Kłębiły się i rozstępowały, odsłaniając fragmenty oceanu i rdzawo-zielonej powierzchni kontynentu.
- Jesteśmy na orbicie – powiedział cicho Ian.
Zasłona chmur przerzedziła się, granica pomiędzy lądem i oceanem stała się wyraźniejsza, można było dojrzeć nierówności linii brzegowej. Woda przybrała niemal granatowy kolor. Po chwili podziwiali rozległą panoramę Fenyxa. Od gigantycznej konstrukcji w centrum promieniście rozchodziły się wstęgi tras komunikacyjnych, łączących port kosmiczny z pozostałymi wyspami archipelagu.
Na lśniącej powierzchni lądowiska ukazała się szczelina. Rozszerzała się, ukazując olbrzymią czeluść, w której miał osiąść prom.
Obraz zniknął. Wera ukradkiem zerknęła na Iana. Siedział bez ruchu i wpatrywał się w pociemniały ekran. Odetchnął głęboko i spojrzał na nią. Z radością dostrzegła na jego twarzy cień uśmiechu.



Alicja Minicka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza