6 kwietnia 2020

XERION - Rozdział 1

"XERION" to klasyczny kryminał, którego akcja rozgrywa się w 2095 roku. Przy budowaniu tła uwzględniłam wiele elementów takich, jak: odmienna od naszej mentalność, sposób odżywiania, architektura, komunikacja a nawet moda. Mam nadzieję, że dzięki nim wykreowany przeze mnie  świat stanie się dla czytelnika bardziej wiarygodny.
W powieści futurystycznej nie może zabraknąć robotów. Topornych, zastępujących ludzi w ciężkiej fizycznej pracy, wykonujących niebezpieczne czynności a także androidów - łudząco podobnych do człowieka,  towarzyszących ludziom na co dzień.

W tej powieści chciałam przeciwstawić się pesymistycznej wizji przyszłości, która w moim odczuciu zbytnio zdominowała literaturę futurystyczną.  


ZIEMIA
Rok 2095
Nowy Kraków

Inspektor Szymon Wolski westchnął ciężko i z udręczoną miną sięgnął po koktajl proteinowy. Upił mały łyk, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
- Hej, szefie! Jak tam nowa wątróbka? – Adam Kołecki, młodszy detektyw był w znakomitym humorze.
- Niby wszystko w porządku – oznajmił ponuro zapytany. - Jeszcze tydzień muszę pić to świństwo – ruchem obfitego podbródka wskazał pojemnik.
Klaus Roberts, unosząc głowę znad biurka, rzekł tonem perswazji:
- Koktajle zawierają wszelkie…
- Mam dość tego jałowego żarcia! – wybuchnął Wolski.
Był najwyraźniej poirytowany. Wszyscy wiedzieli, że nie lubi Vetarian i z trudem toleruje obecność Klausa w swoim zespole. Chodziły słuchy, że po cichu wspiera radykalną antyvetariańską partię. Zatrudnił Robertsa pod wpływem nacisków ze strony władz miasta.
Klaus spojrzał z uwagą na przełożonego i zupełnie niezrażony kontynuował:
- Jeżeli nie będzie pan…
- Daj spokój – powiedział szybko Adam.
W drzwiach stanęła detektyw Wera Daber, wysmukła kobieta o ciemnych, aksamitnych oczach i burzy złotorudych włosów. Jej uwagę przykuła najpierw zachmurzona twarz Wolskiego. Zerknęła na Adama, który niemal niezauważalnym ruchem głowy wskazał Klausa.
Uśmiechnęła się i podeszła do szefa. Wręczyła mu infokostkę.
- Mam dla ciebie raport w sprawie Balickiej.
- Świetnie! – z uznaniem kiwnął głową. Wrzucił niedopity koktajl do dezintegratora i lekko jak na swoją tuszę wyszedł z pokoju. 



- O co poszło tym razem? – spytała, ledwo drzwi zamknęły się za Wolskim.
- Klaus robił Szymonowi wykład zdrowotny – wyjaśnił Adam.
- Jeżeli nie zmieni diety, za jakiś czas będą mu hodować kolejną wątrobę – tłumaczył Klaus.
Jak wszyscy Vetarianie miał jasną skórę i oczy w kolorze wyblakłego błękitu.
Wera roześmiała się i machnęła lekceważąco ręką.
- Też próbowałam go kiedyś przekonać. Tylko się na mnie wściekł.
Adam zmienił temat.
- Wczoraj byliśmy z Nadią odwiedzić Krzysia – oznajmił podekscytowanym głosem. - To już siódmy miesiąc. Jeszcze dwa i wyjmą go z Komory.
Wera widziała kiedyś pomieszczenie, w których następował monitorowany rozwój. Do zanurzonego w płynie maleńkiego ciałka podłączone były różnokolorowe przewody i giętkie rurki. Wśród Ziemian nie brakowało przeciwników tej medycznej technologii, chociaż stanowili zdecydowaną mniejszość. Wera też przyszła na świat w Komorze.
- To najbezpieczniejszy sposób prokreacji – odezwał się Klaus.
- Prokreacja!- przedrzeźnił Adam. – Może jeszcze hodowla?
Klaus zastanawiał się chwilę.
- Właściwie… - zaczął z namysłem.
- Sam nie wiem, dlaczego cię lubię – westchnął Kołecki. – Czy wy w ogóle nie odczuwacie emocji?
- Odczuwamy. Jesteśmy tylko bardziej racjonalni – powiedział Vetarianin. 
- Ale cieszysz się, że twój przyjaciel zostanie tatusiem? – upewniał się Adam.
- Cieszę się – odparł zapytany. – Twój organizm wydziela teraz więcej endorfin a to wpływa pozytywnie na jego wydolność.
Wera parsknęła śmiechem, na co Klaus zareagował zdziwionym spojrzeniem. Adam tylko pokręcił głową.
Komunikator na lewej ręce dziewczyny delikatnie zabrzęczał.
- Muszę iść – oznajmiła, kierując się do wyjścia.
Jej dwaj koledzy regularnie uskuteczniali takie dyskusje. Czasami zastanawiała się, jak to możliwe, że impulsywny i łatwo ulegający emocjom Adam darzy sympatią Klausa. Może na zasadzie przyciągania się przeciwieństw? Adam często bywał podekscytowany, potrafił też szybko popaść w przygnębienie. Vetarianina trudno było wyprowadzić z równowagi, nawet w obliczu niebezpieczeństwa. Wolski w złości nazwał go kiedyś cyborgiem.
Dwa główne korytarze w holu były na tyle szerokie, że na ich skrzyżowaniu bez problemu mieściło się stanowisko recepcjonistki i video hologram, wokół którego ustawiono kilka wygodnych foteli. 
Pulchna jasnowłosa Magda stała oparta o kontuar. Z zainteresowaniem oglądała pokaz mody na kanale „Bliżej gwiazd”.
Na widok Wery wyprostowała się.
– Pewnie na basen? - zagadnęła z uśmiechem.
- Cześć Magda. Możesz sprawdzić…
Przyjaciółka nie potrzebowała wyjaśnień. Zerknęła na stojący na ladzie ekran.
- Tylko kilka osób – oznajmiła.
Wera zauważyła swojego szefa, który zjechawszy ruchomymi schodami, podążał w ich stronę.
- Wiadomości! – warknął na hologram. Modelki zniknęły w mgnieniu oka. Zastąpiła je dziennikarka, mówiąca z zatroskanym obliczem o kolejnych starciach policji z przeciwnikami Vetarian. Migawka pokazała demonstrantów niosących transparent z napisem „Ziemia dla Ziemian”.
Wolski bez słowa, z marsową miną, ruszył w kierunku przeciwległych schodów.
Magda patrzyła w ślad za nim, dopóki nie zniknął jej z oczu.
- Co mu się stało?        
Jej zdumienie nie miało granic. Szef detektywów lubił kobiety o pełnych kształtach, a Magdę darzył wyjątkową sympatią. Zawsze miał dla niej w zanadrzu komplementy.
Wera wzruszyła lekko ramionami.
- Jest na diecie, ma nową wątrobę. Nie przejmuj się, przejdzie mu.
- Biedak! – Magda szczerze współczuła Wolskiemu. Podobnie jak on, była łasuchem.   Obydwoje lubili staromodne restauracje, gdzie serwowano zawiesiste zupy, smażone ryby, befsztyki, makarony z sosami, słodkie desery.
Westchnęła i przełączyła na pokaz mody.
Wera skierowała się do windy. Poziom rekreacyjny był na ostatnim, czterdziestym piętrze.
Z windy wychodziło się do obszernego holu, w którego centrum usytuowano hologram mini oranżerii z roślinami rosnącymi na Xerionie. Powierzchnię w kształcie koła, liczącą kilkanaście metrów kwadratowych, pokrywały bujne krzewy z olbrzymimi kwiatami przypominającymi orchidee. Kilka drzewek o wachlarzowatych liściach oplątywały różnokolorowe pnącza. Przez okrągły świetlik nad zieloną gęstwiną prześwitywał skrawek zachmurzonego nieba.
- Witamy i życzymy miłego pobytu – zaskrzeczał recepcjonista.
Był to dosyć przestarzały model. Miał nieruchomą twarz i martwe oczy. Androidy najnowszej generacji do złudzenia przypominały żywych ludzi. Kosztowny multiprocesor modulował głos i sterował ruchem gałek ocznych. Biomateriał, pokrywający ciało robota, nawet w dotyku przypominał skórę człowieka.
Za olbrzymie sumy kupowano od znanych i popularnych ludzi licencję na powielanie ich wizerunku.  Za jeszcze większe można było nielegalnie zakupić androida będącego kopią dowolnej osoby.
 Detektywi z zespołu Szymona Wolskiego mieli prawo do darmowych wizyt na poziomie rekreacyjnym. Wolski rzadko tu bywał i zawsze wtedy zżymał się na obecność robota.
W kabinie basenowej szatni Wera wrzuciła ubranie do dezintegratora. Paroma szybkimi dotknięciami wybrała z ekranu fason i kolor. Czujniki podały informację o jej rozmiarach i po chwili z półki wzięła walcowaty pojemnik z kostiumem.
Na basenie rzeczywiście było tylko kilka osób. W zewnętrzną ścianę, zamiast tradycyjnych okien, wmontowano trzy olbrzymie ekrany ze sztucznym, ale bardzo realistycznym, trójwymiarowym widokiem, zmieniającym się podobnie, jak na ruchomej reklamie. Gdy dziewczyna stanęła na najwyższej trampolinie, mogła podziwiać słońce zachodzące nad skalistą pustynią. Skąpane w czerwonawym świetle postrzępione głazy rzucały długie, złowrogie cienie. Po chwili pustynia zniknęła, ustępując miejsca wodospadowi.
Wera podeszła do krawędzi i skoczyła. Zanim znalazła się pod wodą, zdążyła wykonać dwa salta. Zanurkowała głębiej i pozwoliła unieść się ku powierzchni, poruszając tylko lekko stopami.
W szatni, po szybkim termo prysznicu zaprogramowała ubranie.
Pomyślała, że niewielki wysiłek w postaci dwukilometrowego truchtu dobrze jej zrobi. Na pasie spacerowym było prawie pusto. Parę razy podchwyciła zdziwione spojrzenia osób korzystających z ruchomego chodnika. Jakaś kobieta uśmiechnęła się do niej. 
W holu wieżowca przez chwilę rozważała wejście schodami. W końcu skierowała się do windy. Mimo, iż mieszkała na dziesiątym piętrze, korzystała z niej sporadycznie. Rzadko też przywoływała z tarasu starlinga. Bez względu na pogodę trasę z domu na Komendę i z powrotem pokonywała na  piechotę. Głęboko zakorzeniony nawyk ciągłej dbałości o kondycję zawdzięczała pracy w Europejskiej Agencji Ochrony.
Czujniki zidentyfikowały ją w ułamku sekundy. Winda bezszelestnie pomknęła w górę. Drzwi mieszkania rozsunęły się, gdy tylko przed nimi stanęła.
Dzięki trzyletniej służbie w Agencji Wera mogła sobie pozwolić na kupno własnego lokum w dobrej dzielnicy. Nie było duże, ale wygodne i w pełni zautomatyzowane.
Od razu przeszła do łazienki.
- Kąpiel z olejkami – poleciła, wyrzucając ubranie. Momentalnie na dnie wbudowanej w podłogę, owalnej wanny, pokazała się woda i w ciągu kilku sekund osiągnęła pożądany poziom. 
Z wgłębienia w lustrzanej ścianie Wera wzięła klamrę do spięcia włosów. Zanurzyła się w aromatycznym płynie, oparła głowę o poduszeczkę i leżała z zamkniętymi oczyma, poddając się kojącej pieszczocie delikatnego hydromasażu.
Chociaż lubiła komfort, na co dzień  ubierała się w jednorazowe ekoubrania ze standardowych automatów podłączonych do pneumatycznej sieci. Czasami tylko korzystała z ofert ekskluzywnych sklepów.  Kupowała w nich odzież szytą z trudno dostępnych kosztownych materiałów, dobre perfumy i prawdziwą biżuterię.
Wyczuła nagle, że jest obserwowana. Buba, wspaniała perska kotka o kremowej sierści, stała przy drzwiach łazienki i wlepiała w nią spojrzenie okrągłych niebieskich oczu. Miauknęła.
- Dobry wieczór – odpowiedziała dziewczyna i posłała jej dłonią całusa.
Kocica, z zadartym pionowo puszystym ogonem, majestatycznym krokiem podeszła do wanny i usiadła na brzegu. Jeżeli pani nie było w domu dłużej, kotka obrażała się i ostentacyjnie ją ignorowała. Do opieki nad zwierzątkiem zakupiony został specjalny robot.
- Która godzina? – spytała Wera, przymykając ponownie powieki. 
Domowy komputer poinformował, że zbliża się północ.



Alicja Minicka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza