19 grudnia 2018

Trzej muszkieterowie i Milady de Winter


„Trzech muszkieterów” Aleksandra Dumasa czytałam dosyć dawno. Krytycy uważają tę  powieść za najlepszą ze wszystkich dzieł Autora.

Gatunek płaszcza i szpady świetnie sprawdza się w filmie. Liczne ekranizacje książki świadczą dobitnie, że nie straciła na atrakcyjności, mimo, iż powstała ponad półtora wieku temu.
Charakterystyczną cechą tego gatunku jest drugoplanowość postaci kobiecych. To mężczyźni grają pierwsze skrzypce. Kobieta jest najczęściej mało wyrazistym ozdobnikiem. Zdarzają się jednak wyjątki. W powieści Dumasa spotykamy taką realistyczną, odbiegającą od stereotypu bohaterkę – demoniczną Milady de Winter. Po mistrzowsku posługuje się bronią znacznie groźniejszą i skuteczniejszą niż szpada – intrygą. 


Rolę Milady odtwarzało wiele znakomitych i sławnych aktorek. W 1948 roku grała ją Lana Turner, której partnerował sam Gene Kelly w roli d’Artagnana. 

13 grudnia 2018

"Przerwana sonata"


Opowiadanie sprzed siedmiu lat.  Jedyne w moim dorobku love story. 

Wiersz pochodzi z tomiku „Anonse i przepowiednie” Andrzeja Ballo

- Jak tu pięknie! – Kinga powiodła zachwyconym spojrzeniem po obszernym salonie. – Zupełnie inaczej, niż w poprzednim mieszkaniu.
- Właśnie tego chciałam.
- Nowe życie, nowy styl – w głosie Kingi wychwyciła lekką nutę sarkazmu. – Nie gniewaj się, ale zmiana mebli nie pomoże, jeżeli …
- Jeżeli nie przestanę być naiwna – dokończyła Matylda.
- Nie! Nie to miałam na myśli! – zaprzeczyła gwałtownie jej rozmówczyni. – Chodzi o to, że ty po prostu nie wierzysz w siebie. Takie typy jak Jacek świetnie to wyczuwają.
Nie była pewna reakcji na te słowa. Ale Matylda siedziała spokojnie. Subtelne światło,
podświetlające rzeźbę w niszy za jej plecami, nadawało kasztanowym włosom przymglonej
złocistości. 



- Do diabła z Jackiem! – oznajmiła niespodziewanie. – Już o nim w ogóle nie myślę.
- Chyba nie chcesz powiedzieć …
- Zakochałam się! – Wypaliła Matylda z radosnym uśmiechem. - Poczekaj, coś ci
pokażę!  – zerwała się z fotela i pobiegła do sypialni. Po chwili wyłoniła się, dzierżąc w
dłoniach duży zeszyt.

5 grudnia 2018

"Bestia" - fragment kryminału retro



Wieczorem Gajda poszedł na ulicę Kantaka. Za okrągłym słupem ogłoszeniowym stało kilka kobiet. Na jego widok przywołały uśmiechy na uszminkowane twarze z uczernionymi oczyma i karminowymi ustami. Gajda zwrócił uwagę na chudą jak patyk nastolatkę, nieco onieśmieloną, zapewne nowicjuszkę. Jej wiek i wyzywający makijaż go nie zdziwiły. Wiedział, że sutenerzy oferowali nawet trzynastoletnie dziewczęta. Nie brakowało chętnych na ich niedojrzałe wdzięki.

29 listopada 2018

"Ofiara" - opowiadanie kryminalne


Franek Marczak podszedł do okna i lekko odchylił wypłowiałą zasłonę. Z tej strony motelu miał widok na parking. Stało tam tylko kilka samochodów.  Nerwowo spojrzał na zegarek. Beata była spóźniona już ponad godzinę.
Odetchnął z ulgą, gdy zobaczył ją spieszącą w kierunku motelowego wejścia. Starała się zachować ostrożność i dojeżdżała zawsze parę ulic dalej.
Spotykali się od pół roku. Kochali się, ale Beata panicznie bała się swego zaborczego i agresywnego męża. Był bogatym i ustosunkowanym człowiekiem.
- Co się stało? – spytał z niepokojem. – Wczoraj dzwoniłem chyba z dwadzieścia razy. Umierałem z niepokoju!




- Przepraszam – szepnęła. – Miał wyjechać, ale cały dzień był w domu. Wyszedł dopiero po południu na brydża. Powinien wrócić nad ranem. Bałam się… - nie dokończyła. Pochyliła głowę i zdjęła ciemne okulary. Od razu zauważył siniak na policzku kobiety. 

30 października 2018

"Kobra" - opowiadanie kryminalne


Kobra – kryminał po amerykańsku
Jeremy Morgan nie znał osobiście Lionela Simmonsa, dlatego zdziwił się, gdy posłaniec dostarczył zaproszenie na przyjęcie. 
Wysiadając na trawertynowym podjeździe, bez większego zainteresowania rzucił okiem na oświetlony lampionami ogród. Natychmiast podbiegł chłopak w niebieskim uniformie i z ukłonem wziął kluczyki.
Marmurowe schody wiodły ku czterem kolumnom, podtrzymującym taras na pierwszym piętrze. Szeroko otwarte podwójne drzwi ukazywały imponujące rozmiarami i przepychem wnętrze. Stąpając bezszelestnie po wspaniałym dywanie Jerry z ciekawością lustrował olbrzymi salon, po którym, ku jego zaskoczeniu, snuło się niewielu gości, kilka kobiet w wieczorowych toaletach i paru mężczyzn w smokingach.  Ponad cichym szmerem rozmów przebijały się dźwięki fortepianu. 


Natychmiast podszedł kelner. Jerry wziął kieliszek szampana i skierował się ku białemu podestowi. Korpulentny rudowłosy facet grał całkiem nieźle „Moonlight Serenade” Glenna Millera. Odnosiło się wrażenie, że to scena z amerykańskiego musicalu. Gdy fortepian umilkł, rozległy się oklaski. Po chwili rudzielec zaczął grać „I just called” Steve Wondera. Muzykiem był sam Simmons. Jerry rozpoznał go bez trudu. Zdjęcia i artykuły o bogatym ekscentryku ukazywały się niemal co dzień. O jego majątku i dziwactwach krążyły legendy.